Motorola Moto E7 Power to dobry przykład co można dostać za 5 stówek [TEST]

Motorola Moto E7 Power to dobry przykład co można dostać za 5 stówek [TEST]

Motorola Moto E7 Power to smartfon za 500 złotych, który ma kilka mocnych punktów. Czy jednak kupiłbym go dla siebie?

Model Moto E7 Power to jak sama nazwa wskazuje, przedstawiciel serii Power, czyli smartfonów z ponadprzeciętnymi bateriami, a co za tym idzie i czasem pracy na jednym ładowaniu. Niedawno sprawdzałem Moto G9 Power, więc wiem, czego mogę się spodziewać po tej linii urządzeń, ale czy kilkaset złotych tańszy sprzęt również okaże się ciekawym wyborem?

Pod względem wyglądu i wykonania jest OK

Motka E7 Power to smartfon wyceniony na 499 złotych, więc żadnym zaskoczeniem raczej dla Was nie będzie fakt, że został wykonany z tworzywa sztucznego. Zarówno plecki, jak i ramka są plastikowe i jest to dość śliski rodzaj tego materiału. Nie jest to jakaś ogromna wada, ale muszę przyznać, że wspomniana we wstępie G9 Power ze swoją fakturą na plecach bardziej przypadła mi do gustu.

Jednocześnie nie mogę przyczepić się do jakości wykonania samego smartfona, gdyż sprawia wrażenie solidnego, nic nie trzeszczy, nie skrzypi, no ogólnie żadnych podejrzanych dźwięków nie zauważyłem.

Kwestie wizualne to zawsze rzecz gustu, ale jeśli chcecie poznać moje zdanie – a skoro to czytacie, prawdopodobnie tak właśnie jest – E7 Power może się podobać. Testowane smartfony zawsze zabieram ze sobą, więc siłą rzeczy ich wygląd mogą ocenić również moi znajomi, oczywiście jeśli im tylko wpadnie w oko.

W tym przypadku kilka osób zapytało co to za model i jest to zasługą ciekawego, pomarańczowego koloru. Producent stworzył jeszcze niebieski wariant, ale ten jest dużo bardziej niestandardowy, a przez to przykuwa większą uwagę. Podsumowując, Moto E7 Power zdecydowanie może się podobać.

Czy nie wyrzucę go przez okno po 5 minutach korzystania?

W przypadku tak tanich urządzeń zawsze najważniejszym pytaniem jest to powyżej. Co? Że tylko ja takie zadaje podczas testowania budżetowców? No dobra, niech Wam będzie. Ma jednak ono sporo sensu.

Urządzenia za takie pieniądze (okolice 500 złotych) nie są demonami wydajności, ale tego nikt od nich nie oczekuje. Wiele osób łudzi się jednak, że będą to produkty, z którymi przeżyją wiele lat. Niestety dość często już po kilku dniach najchętniej sprawdziłoby się jak dany telefon, poradzi sobie w zderzeniu ze ścianą. Mnie również zdarzyło się dostać sprzęty, które najchętniej odesłałbym do producenta zaraz po przyjściu kuriera i to jeszcze kopiąc paczkę z drugiego piętra.

Motorola Moto E7 Power na jej szczęście nie zasłużyła na taki los, a co więcej, całkiem przyjemnie mi się z niej korzystało podczas testów. Dodać muszę, że cały czas miałem z tyłu głowy jej cenę, więc nie porównywałem szybkości działania i trzymania aplikacji w RAM-ie do produktów, z których korzystam na co dzień.

Dzięki mało obciążonej nakładce na Androida – więcej o tym za chwilę – oraz 4GB pamięci operacyjnej smartfon ten działał całkiem płynnie. Oczywiście na wczytanie aplikacji czasem trzeba chwilę poczekać, ale nie zdarzyło się, żeby telefon się zawiesił. Podobnie jest z odblokowywaniem czytnikiem linii papilarnych, działa bezproblemowo, ale korzystałem z mnóstwa szybszych urządzeń.

Motorola musiała pójść na pewne kompromisy

Wracając do systemu, Motorola zdecydowała się na ciekawy zabieg, który prawdopodobnie pomógł w optymalizacji E7 Power. Jednym z moich ulubionych elementów w Motkach są gesty, jak włączanie aparatu czy latarki poprzez odpowiednie potrząśnięcia urządzeniem. W tym modelu teoretycznie wyłączono gesty – nie ma do tego dedykowanej aplikacji – ale niektóre z nich zaszyto w systemie. Nadal można potrząsnąć telefonem, żeby włączyć latarkę, ale już nie da się tak włączyć aparatu (można uruchomić tę funkcję poprzez podwójne naciśnięcie przycisku POWER).

Trochę szkoda, ponieważ uwielbiam te gesty. W E7 Power jest ich namiastka, ale może to być ruch pozwalający odciążyć system i zapewnić jego płynniejsze działanie. To kompromis, na który mogę się zgodzić, biorąc pod uwagę cenę – 499 złotych.

Nie jest to fotograficzny smartfon…

Motorola Moto E7 Power ma dwa aparaty na tylnym panelu: główny to 13 Mpix, a drugie oczko to 2-megapikselowa matryca do makro. Nie są to najlepsze aparaty, z jakich korzystałem do tej pory, ale biorąc pod uwagę, że mówimy tutaj o budżetowcu, tragedii nie ma. Przy dobrym świetle fotki wyglądają przyzwoicie, ale gdy zaczyna go brakować, wychodzą szumy i często brak ostrości. Zresztą sami możecie zobaczyć kilka przykładów:

Bateria, czyli flagowa zaleta Moto E7 Power!

Skoro to seria Power, to bateria musi być duża i tutaj nie jest inaczej. Samo 5000 mAh może nie robić wrażenia na papierze, ponieważ coraz więcej „zwyczajnych” smartfonów ma takie ogniwa, ale w połączeniu z dobrą optymalizacją i mało obciążającymi podzespołami wychodzi lepiej niż dobrze.

U mnie było to jakieś 2-3 dni pracy, ale zaznaczyć muszę, że na tym sprzęcie nie grałem, co mocno drenowałoby akumulator. Jeśli zdecydujecie się na tę Motkę, dzięki tej baterii spokojnie możecie używać jej nawet dłużej, oczywiście przy okazjonalnym korzystaniu.

Motorola Moto E7 Power to ciekawy sprzęt za 5 stówek!

Mówiąc uczciwie, raczej nie zdecydowałbym na zakup tej Motki jako mojego pierwszego urządzenia, zdecydowanie wolałbym dołożyć, chociażby do wspomnianej wcześnie G9 Power.

Z drugiej jednak strony, na drugie czy zapasowe urządzenie, E7 Power może być całkiem ciekawym wyborem. Podobnie jeśli ktoś szuka czegoś bardzo taniego, a jednocześnie nie ma to być sprzęt do zdjęć, mocnych gier czy bardzo aktywnego trybu życia, w którym szybkość działania jest kluczowa. Sam znam wiele osób, dla których Motki z niższej półki są wyborem idealnym i to często ja im je polecałem.

Na sam koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o ekranie, który jest całkiem solidnym elementem tej Motoroli. 6,51-calowy panel IPS o rozdzielczości 720 x 1600 pikseli jest wystarczająco jasny, żeby korzystać z niego w pełnym słońcu, a kolory są w porządku. Na minus zaliczyłbym czujnik automatycznej jasności, który czasem działa dość powoli.

Podsumowując, za 499 złotych to całkiem solidny sprzęt, który na pewno przypadnie do gustu konkretnym osobom.


Instagram:

Pierwsze wrażenia na YouTube: