Black Friday

Black Friday, Cyber Monday, Dzień Singla i jeszcze kilka innych „świąt” to świetne okazje do… odpoczynku.

Kilka lat temu, gdy już pracowałem, a idee powyższych „świąt” (nie są to dla mnie święta, ale ciężko znaleźć mi lepsze określenie, dlatego w cudzysłowie) były dość popularne, liczyłem na ogromne zniżki w sklepach. Naczytałem się o Stanach, gdzie ludzie pod pachami wynosili kilka telewizorów kupionych za garść drobniaków i miałem nadzieję, że tak to naprawdę wygląda.

Tak nie jest.

Pewnie dla wielu z Was to nie będzie zaskoczeniem, ale sklepy muszą zarabiać, więc nie sprzedadzą nowych produktów za ułamek ceny i to w ilościach hurtowych. Czasem trafiają się takie oferty, ale w bardzo ograniczonej liczbie sztuk lub są to produkty, których sprzedawcy chcą się pozbyć i mogą pozwolić sobie na stratę.

Z drugiej strony, sporo miejsc oferuje realne rabaty na wiele produktów i mimo, iż nie wynoszą one 90 procent, nadal są bardzo atrakcyjne. Sam już coś tam kupiłem, ponieważ wiedziałem, że to sprzęt, który rzeczywiście jest taniej niż w ostatnich tygodniach. Gdy ktoś pisze w sieci o oszustwach, właśnie takie podejście mu proponuje – kupować to co się potrzebuje i czego się kojarzy cenę. Wtedy można ocenić czy to rzeczywiście fajna promocja.

Mam niestety wrażenie, że większość z tych krzykaczy, chciałaby dostać jeden konkretny produkt, który sobie wymarzą z rabatem co najmniej 70%, a jak go nie ma, to wyzywają od oszustów.

A może być tak zwolnić?

Nie byłem, nie jestem i zakładam, że nigdy nie będę dobrym przykładem na antykonsumpcjonistyczne podejścia do życia. Patrząc na swoje półki, widzę multum rzeczy, których nie potrzebuję, ale kupiłem je ze względu na świetną cenę lub to, że kiedyś mogą mi się przydać. Znam siebie i wiem, że gdybym mógł, pewnie kupowałbym nowe telefony co trzy miesiące, a do trzymania innych gadżetów miałbym osoby pokój.

Z drugiej strony jednak, wszedłem po 24 na kilka stron, żeby zobaczyć promocje i… większości szukałem dla znajomych. Ja w sumie niczego konkretnego nie potrzebowałem. Dziś wstałem i również bez specjalnej spiny zobaczyłem czy coś ciekawego się pojawiło w sieci. Pewnie jeszcze dziś rzucę okiem, ale wychodzę z założenia, że chyba wolę odpocząć.

Popisać, poczytać, zjeść coś fajnego, poleżeć, zdrzemnąć się, zrobić sobie kąpiel i dopiero może coś kupić, a może nie. Kompletnie bez spiny czy szału w oczach, który każe mi wydać pieniądze na rzeczy, których nie potrzebuję. Jeśli coś trafię w fajnej cenie, jeśli nie, to nie.

To chyba tyle.



Zdjęcie: ElisaRiva (Pixabay)

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *