Konrad Błaszak

Xiaomi Mi 10 Pro 5G to smartfon, który wskoczył na tę samą półkę co duzi chłopcy… cenowo. Dlatego jak tylko przyjechał, od razu zacząłem zastanawiać się, czy ktokolwiek będzie w stanie tyle wydać na ten sprzęt.

Topowy model chińskiej marki to bez wątpienia urządzenie, które przyciąga uwagę swoim wyglądem. Mi 10 Pro 5G towarzyszył mi przez ostatnie kilkanaście dni i zawsze gdy wyciągałem go przy znajomych, pytali co to za model.

Xiaomi Mi 10 Pro 5G

Białe matowe plecki, które mienią się na różowo oraz ramka w kolorze różowego złota (chyba, bo na kolorach to ja się specjalnie nie znam) to strzał w dziesiątkę. Tak, telefon wygląda na bardzo kobiecy, ale mimo tego, chętnie nosiłbym go w swojej kieszeni na stałe.

I mam wrażenie, że nie jestem wyjątkiem.

Po kilku ochach i achach, znajomi niemal zawsze pytali ile za takie cudo. Tutaj już uśmiech nie był tak szeroki, gdyż to Xiaomi kosztuje 4399 złotych!

Tak, marka, która kojarzy się w naszym kraju ze smartfonami za mniej niż 1000 złotych, wypuściła urządzenie, które jest droższe od wielu Samsungów czy iPhone’ów. I moim zdaniem to może być duży problem dla Xiaomi.

Użytkownicy urządzeń innych producentów od lat są przyzwyczajani do coraz wyższych cen. Z roku na rok, o kilka stówek w górę i mimo wielu obiekcji ze strony ludu, trend ten staje się nie słabnąć. No cóż, skoro i tak ludzie zapłacą, to czemu wielkie firmy mają brać mniej?

W przypadku Xiaomi jest trochę inaczej. Model Mi 9 w naszym kraju był sprzedawany za 1899/1999 złotych, a tutaj ceny zaczynały się od 3499 złotych, a najdroższy wariant – który dla Was sprawdzam – czyli model Mi 10 Pro 5G to wydatek rzędu 4399 złotych.

To nie jest skok o 300, 500 czy nawet 1000 złotych, w tym przypadku mamy różnicę co najmniej 1500 złotych, a w przypadku wersji Pro, nowszy model jest ponad dwukrotnie droższy. To nie sporo, to prawdziwa przepaść cenowa!

Xiaomi Mi 10 Pro 5G jest drogi, ale czy ta kwota jest uzasadniona?

Gdyby z tego urządzenia zdjąć wszelkie oznaczenia marki, a ja nie wiedziałbym, że taki smartfon istnieje, pewnie – patrząc na trendy rynkowe – przystałbym na tę cenę.

Nie mogę powiedzieć, że jakikolwiek z elementów Xiaomi Mi 10 Pro 5G jest niedopracowany. Ba, nawet system w tym modelu nie sprawiał żadnych problemów, a jak wszyscy wiemy, akurat ta chińska firma lubi mieć z tym problem. Tutaj żadnych błędów, zacinek czy też innych wpadek.

Mi osobiście przeszkadzał jego rozmiar, ale cóż, to ja. W kwestii wielkości współczesnych smartfonów śmiało możecie nazwać mnie smerfem marudą. No dobra, chciałbym mieć jeszcze jakiś certyfikat wodoszczelności. W Xperiach bardzo sobie to chwaliłem, a każdy strumień górski, koło którego przechodziłem doskonale wiedział, że japoński telefon bez problemu poradzi sobie z zanurzeniem.

Poza tym było dobrze, nawet bardzo. 90Hz i to jeszcze w OLED-owym ekranie robi robotę. Aparaty również, już dawno minęły czasu, w których Xiaomi wyciągały matryce z mikserów czy pralek. Całkiem sprawnie radził sobie też czytnik w ekranie, chociaż czasem zdarzało mu się załapać mojego palucha dopiero za którymś razem.

No dobra, ale czy dałbym za niego 4399 złotych?

Mówiąc całkiem szczerze – nie. Co prawda nie dałbym tyle za żadnego smartfona, ale gdybym już naprawdę musiał, prędzej postawiłbym na produkt innej marki.

Możecie powiedzieć, że zachowuje się jak typowy konsument mający zerową wiedzę o rynku, ale wolałbym wydać taką kwotę na coś pewniejszego. Xiaomi nie ma jeszcze takiej renomy, która skłoniłaby mnie do takiego wydatku. Chociażby dlatego, że taki Xiaomi Mi 10 Pro 5G będzie tracić na wartości w mgnieniu oka i za rok będzie pewnie wart połowę tej kwoty.

Ja swoich smartfonów nie sprzedaje, ale jestem wyjątkiem. Większość osób woli pozbyć się starego urządzenia – jeśli jest jeszcze sprawne – żeby zmniejszyć wydatek na coś nowego. Obawiam się, że w tym przypadku nie byłaby to dobra inwestycja.

Nie chcę zabrzmieć jak przedpotopowy „znafca” rynku, dla którego liczy się tylko Samsung czy Apple, ale Xiaomi obecnie nie ma żadnego argumentu, żebym wydając taką kwotą, wybrał ich produkt. Ogromna moc na tej półce cenowej mnie nie przekona, gdyż konkurencja również może się pochwalić topowymi bebechami. Jeśli chodzi o resztę, tutaj również bardziej ufam innym markom, czy to kwestii aparatów, czy nakładki systemowej.

Xiaomi po prosty musi pokazać coś naprawdę WOW, żeby ludzie wydali na ich produkt takie pieniądze.

Oczywiście musiałem pogadać o tym smartfonie również na YouTube:

No i cyk, jestem też na Insta:

Bloger, harcerz, sinolog, pasjonat smartfonów i osoba, która zakochała się w Instagramie. W sieci od dobrych kilku lat, zaczynał od lifestyle’u, ale to technologie wciągnęły go na dłużej.

Next Post