Konrad Błaszak

Gdy Oppo Watch trafił do mnie na testy, postawiłem przed nim tylko jedno zadanie – przekonaj mnie do smartwatchy! Czy się udało?

Smartwatche? A komu to potrzebne?

Niemal przy każdej premierze inteligentnego zegarka, w głowie pojawia mi się powyższe pytanie. Na tym rynku jedynie Apple zdaje się mieć wartościowy biznes, a cała reszta (nie mówię tutaj o opaskach sportowych!) jest na nim dla zasady. Może się mylę, ale ile widzicie osób każdego dnia ze smartwatchami na ręce, które nie mają loga jabłka?

Nie zbyt dużo? No właśnie.

Żeby nie było, sam mam smartwatcha. Kupiłem go kilka lat temu, a jest to Sony SmartWatch 3 (SWR50). Nic szalonego, ale był tani, no i od marki, dla której zawsze miałem sporo miejsca w swoim technologicznym sercu. Próbowałem się do niego przekonać, ale zawsze – prędzej czy później – i tak lądował w szafce.

Oppo Watch jest dużo nowszym i lepszym produktem, więc postanowiłem dać mu szansę.

Niestety pierwsze wrażenia było takie sobie…

Głównie dlatego, że od jakiegoś czasu korzystam z iPhone’a. Po sparowaniu i ustawieniu wszystkiego okazało się, że zegarek Oppo ma dużo mniej funkcji niż Sony SWR50! Dzwonienie nie działało, asystent również. Pozostały mi jedynie funkcje sportowe oraz powiadomienia, czyli tyle, ile potrafi kilkanaście razy tańsza opaska sportowa.

Oppo Watch

Na szczęście – dla zegarka – Androida nie opuściłem i po kilka dniach podłączyłem go do czegoś z systemem Google. Tutaj już sytuacja była całkiem inna, gdyż można odpisywać, można zadzwonić, można rozmawiać przez niego, można robić wszystko. Szmery, bajery, dzikie węże i cholera wie co jeszcze.

Oppo Watch bez dużego problemu mógłby zastąpić mi telefon w wielu sytuacjach…

Jednak ani on, ani żaden inny smartwach raczej tego nie zrobi.

Przede wszystkim, czułem się bardzo niepewnie mając go na ręce. Często pracuję w dużym pośpiechu i na małych przestrzeniach, więc bardzo łatwo jest mi zahaczyć ręką o jakiś regał czy inną konstrukcję wyglądającą na dużo wytrzymalszą niż ten zegarek. Podczas testów nic się nie stało, ale obawiam się, że gdybym kupił go dla siebie, to prędzej czy później skończyłby ze sporą rysą lub jeszcze okazalszą pajęczynką.

Po drugie, telefon mam niemal zawsze przy sobie i nie czułem, żeby smartwatch oferował mi jakąś wartość dodaną. Tak, szybciej jest spojrzeć na zegarek, ale rzut oka na telefon to również moment. Nie czułem, żeby ten gadżet jakkolwiek pozytywnie wpłynął na moją codzienną egzystencję, a jednak od takiego urządzenia oczekuję czegoś więcej niż bycia ładnym dodatkiem.

Oppo Watch ma także standardową wadę inteligentnych czasomierzy, czyli krótki czas pracy na jednym ładowaniu. Dzień lub maksymalnie półtora (zdejmowałem go na noc) to było maks, co udało mi się z niego wyciągnąć. Korzystałem z niego sporadycznie, gdyż testowałem go głównie w pracy, więc nie miałem czasu się bawić. Przeglądałem jedynie powiadomienia.

Zapewne spytacie, czemu nie spałem z zegarkiem, skoro może on mierzyć jakoś mojego snu? Przede wszystkim akumulator mi na to nie pozwalał (gdyż i tak trzeba było go podładować nocą), ale bałem się również, że może on nie przetrwać nocy ze mną. Tutaj dużo bardziej sprawdziłaby się tania opaska.

To nie są wady Oppo Watcha. To wady smartwatchy.

Niestety Oppo Watch posiada je wszystkie.

Tak, jest to całkiem ładny sprzęt – choć wizualnie dużo bardziej podobają mi się okrągłe produkty Samsunga. Tak, ma sporo funkcji i w wielu przypadkach może zastąpić smartfona. Tak, radził sobie dobrze z mierzeniem aktywności, powiadomieniami oraz całą masą innych elementów. Tak, był wygodny i dość szybko się do niego przyzwyczaiłem (gdy chodził z nim w domu, nie w pracy).

Nie, nie kupiłbym go. Smartwatche bez wątpienia mają masę zalet. Sam znam kilka osób, które nie rozstają się ze swoimi zegarkami. Ja jednak nie byłem, nie jestem i chyba już nie zostanę fanem takich gadżetów. Lubię czasem przeczytać o ciekawych funkcjach, które można w nich znaleźć, ale jak zakładam zegarek, jest nim mój Casio G-Shock. Podsumowując mogę powiedzieć:

Smartwatch fajny, tylko bloger zacofany!

P.S. Na YouTubie też powiedziałem o nim kilka słów:

No i cały czas jestem na Instagramie:

Bloger, harcerz, sinolog, pasjonat smartfonów i osoba, która zakochała się w Instagramie. W sieci od dobrych kilku lat, zaczynał od lifestyle’u, ale to technologie wciągnęły go na dłużej.

Next Post